Musa Geszajew
Umierał jak gasnący płomień
To było nocą, w Gechi-czu,
tam Lermontowa unosi się duch.
Jego wierszami zachwycał się Dżochar,
recytował je często na głos.
Tej nocy z Moskwą rozmawiał
o wojnie, pokoju i o honorze.
Słuchawkę mocno ściskając w dłoni,
mówił przyjaciołom o Czeczenii.
Nie wiedział, że wrogowie
pośród potężnych, starych skał
namierzyli jego rozmowę.
Wtem silny wybuch zagrzmiał,
zawirowało wszystko wokół,
samolotów rozległ się ryk.
Dudajew zadrżał, zachwiał się,
słuchawka z dłoni wypadła.
Przed oczami przemknęły w mig
lata minione, pasmo przeżytych dni.
Nagle duszę Dżochara cicho zabrały
i pod skrzydłami uniosły anioły dwa.
Dżochar nie jęknął, nie skarżył się.
Z godnością umierał, w ciszy umierał.
"Allahu Akbar" wyszeptał
zastygającymi ustami.
"To jest mój testament" - powtarzał.
Umierał niczym gasnący płomień
świecy zapalonej pośród skał.
Czeczeńcy
Wyście do serca natychmiast mi przypadli
roztapiając wszelkich wątpliwości lód.
Czeczeńcy, Czeczeńcy, Czeczeńcy
- dumny i hardy naród!
Ufni zwykle jak młodzieńcy,
niczym wilki nieustraszeni w walce.
Czeczeńcy, Czeczeńcy, Czeczeńcy!
Swe serca otwórzcie przede mną,
tylko z wami pragnę dzielić swój los.
Jakże mi drodzy jesteście, jak bliscy.
Waszemu honorowi wciąż oddaję cześć.
Czeczeńcy, Czeczeńcy, Czeczeńcy
podziękę składam wam, żeście pokonać
się nie dali, że trwacie nieugięci,
na kolana przed nikim nie upadniecie.
Ja wnet do Groznego przybędę.
Cierpienia z wami podzielę, ukoję łzy.
Jestem wami niezmiennie
w dniach buntu i wojennych burz.
Jestem z wami ile tylko starczy sił.
Wyście najbliżsi mi.
- "Nochczi wuj?"* nagle okrzyk mnie dobiega.
- "Nochczi wu!"** wołam w odpowiedzi.
* Jesteś Czeczenem?"
** "Jestem Czeczenem!".
Tłum. Lamara

